niedziela, 15 listopada 2015

Polskie anty..... i "czystość rasy"

      Czystość rasy. Skąd my to znamy? Czy przypadkiem nie z okresu hitlerowskiego nazizmu ?????? Proponuję, żeby Ci wszyscy co wrzeszczą Polska dla Polaków poczytali sobie trochę o własnej rodzinie , o pochodzeniu własnego nazwiska jeśli oczywiście są na tyle wykształceni, że potrafią szukać w archiwach i czytać ze zrozumieniem !!!!!! Każdy kto chce być taki "czysty narodowo" ma zapaprane pochodzenie krwią innych narodowości niż polska i bardzo chce się wybielić bo myśli, że jak będzie nacjonalistą i będzie głośno wrzeszczał to nikt się nie dogrzebie.... Hitler niszczący Żydów też miał matkę Żydówkę a więc był Żydem!!!!! Tylko skończony cham i prostak zapiera się swoich korzeni. Inteligentni ludzie są z nich dumni. Zawsze !!!!!!
       Przecież niejedna osoba w PiS ma korzenie żydowskie w tym ponoć sam prezes, a moja kochana babcia mawiała, że najbardziej zgorzałym antysemitą bywa Żyd przechrzta. Zupełnie tego nie rozumiem, bo moim zdaniem, jak ktoś ma korzenie żydowskie to powinien się tym szczycić (ja się tym szczycę, choć to było wieku temu) bo to oznacza, że ma geny inteligencji, a nie wstydzić!!! Kiedyś zastanawiałam się nad antysemityzmem. Dlaczego? Myślę, że to po prostu czysta zawiść bo Żydzi są inteligentni i zdolni. A weźcie się do roboty, uczcie się i gimnastykujcie swoje mózgi. To wymaga trochę pracy jednak !!!!!
      Naród czysty rasowo (już kiedyś taki mały z wąsikiem propagował tę ideę, jak wspomniałam na początku tego posta) to w pewien sposób ludzie zdegenerowani. Kiedyś panny, kawalerowie z jednej wsi pobierali się w obrębie tej samej wsi albo co najwyżej z pannami, kawalerami ze wsi sąsiedniej. Jaki był tego skutek ? Ano właśnie "namnażanie się " chorób genetycznych i często niedorozwinięte matoły z takich bliskich związków można było spotkać co krok.
Niech ci wrzeszczący "Polska dla Polaków" wyobrażą sobie że inni będą wrzeszczeć "Anglia dla Anglików" jeszcze inni "Niemcy dla Niemców" czy "Francja dla Francuzów" i wreszcie "Ameryka dla Amerykanów" !!!!! Jaka będzie na to rada? Wszyscy Polacy, którzy przebywają poza granicami Polski powinni wtedy zostawić wszystko, czego tam się dorobili i co osiągnęli :domy, pracę, wziąć rozwód jeśli żyją w małżeństwie mieszanym (tylko co ze wspólnymi dziećmi?) i wrócić NATYCHMIAST DO POLSKI bo przecież dla Polaków jest Polska !

         Czy jestem „lewaczką”? Nie, nie jestem, ale zdecydowanie nie znoszę brunatnych koszul na facetach bo są nieestetyczne i wrzasków bo to chamskie… Taki facet za chwilę przyleje…

Nierzeczywistość czyli na krawędzi absurdu



       Absurd to słowo określające naszą polską rzeczywistość, które ciągle sobie w myślach powtarzam, bo to właśnie absurd opanował mój kraj. Kiedy czytałam utwory Witkacego, Witolda Gombrowicza, Samuela Becketta, Ionesco, Tadeusza Różewicza, Sławomira Mrożka nie sądziłam, że tak prędko przyjdzie mi żyć w tak absurdalnej rzeczywistości.
     Właściwie po tych wyborach czuję się jak w jakiejś irracjonalnej nierzeczywistości. W dodatku z każdym dniem i z każdą decyzją "nowych", na których w żadnym przypadku bym nie głosowała i których ja nie wybierałam jest coraz gorzej.  Mijają kolejne miesiące obiecanej "dobrej zmiany" a ja łapię się na tym, że zachowuję się jak jakaś debilka skończona : a to płakać mi się chce a to dostaję ataku śmiechu...... Nie wiem czego się trzymać. Na szczęście, na  forach facebooka ,spotykam osoby podobne do siebie i to jest pocieszające.....  Internet to czasem przekleństwo naszych czasów ale gdyby nie facebook i świadomość, że tak wiele osób myśli tak samo jak ja musiała bym chyba skończyć na kozetce u jakiegoś dobrego psychologa !
      Wszyscy w ciężkim szoku już od dwóch lat, ale się jakoś zbieramy bo musimy.... Mimo wszystko myślałam, że mamy więcej mądrych ludzi niż głupich a tutaj ZONG! Okazuje się, że jest odwrotnie. Oni dorwali się tylko po to do "wadzuni" żeby wszystko dokumentnie rozwalić i zetrzeć Polskę z mapy świata, a wcale nie po to, żeby ludziom żyło się lepiej
     Jacy wyborcy i jaka zwycięska partia taki prezydent, taki rząd który raczej będzie zaprzeczeniem dobrego rządu, tacy doradcy i takie decyzje. Ot i wszystko !!!! A czy ktokolwiek miał jakiejś nadzieje, że ta zmiana będzie na lepsze????? Ja od samego początku wiedziałam, że ta zmiana może być tylko na gorsze. Ludzie są idiotami, którzy lubią jarmarczne kolorowe i błyszczące opakowania zamiast tych może nie bardzo kolorowych ale ekologicznych.... Rzucają się na to co błyszczy a po rozwinięciu papierka okazuje się, ze w środku jest śmierdzące g....... !!!!! Niestety ten smród musimy teraz wąchać wszyscy. Ci, co nie głosowali na pis, też!!!!! 
      Niestety... większość osób głosujących na partię, której nie wymieniam  to ludzie z wykształceniem na poziomie szkoły zawodowej a często i bez tego. Za to czerpiący jedną "prawdziwą i niepodważalną prawdę" z krucht kościelnych i spijający wszelkie mądrości z ust księży niekoniecznie inteligentnych i wykształconych. Ci inteligentni księża maja w społeczności kościelnej ogromne kłopoty a szkoda............. Mogliby przecież "nieść kaganek oświaty" tak potrzebny Polakom. Zamiast tego wpychają niewykształconych maluczkich w ciemnotę i zabobony spychając kraj i naród na niższy poziom niż Średniowiecze !!!!! 
      Opowieść na niedzielę. Zawsze bardzo lubiłam czytać bajki różnych narodów i powieści dla dzieci. Dotąd lubię czasem sięgnąć po literaturę dziecięcą a i sama pisuję bajki. Wbrew pozorom w tego typu literaturze jest wiele mądrości i pouczających przykładów. Pamiętam rosyjską bajkę i Iwanie i carze. Iwan, wiejski chłopak, żyjący z rodziną w straszliwej nędzy okropnie zazdrościł carowi bogactwa, stanowiska i życia w dobrobycie. Chciał się z nim zamienić na miejsca i pewnego dnia tak się stało..... Niestety nie był przyzwyczajony do luksusów,był niewykształcony,  w butach miał słomę a w głowie siano , krótko mówiąc był pastewnym burakiem, ale był zadufany w sobie i nie słuchał niczyich dobrych rad. Z rządzeniem nie dawał sobie rady, narobił straszliwego bałaganu, zdemoralizował naród. Pewnego dnia biedy pastuszek pilnujący owieczek na pastwisku tuż obok strumyka wyciął gałązkę wierzby, zrobił z niej fujarkę i zaczął grać...... Nagle zerwał się straszny wiatr, świat zaczął wirować i wszystko wróciło na swoje miejsce. Car na swój tron a Iwan na swoją wieś..... Marzę o tym, żeby ktoś zrobił taka czarodziejską fujarkę. Wnioski wyciągnijcie sami..... 

sobota, 14 listopada 2015

Nowe rządy nowe prądy .......

   
     Wystarczy chwila nieuwagi. Podczas słynnego ataku islamistów na Paryż kilka miesięcy temu wszyscy w Polsce śledziliśmy z uwagą to, co się dzieje we Francji .   Sama nie spałam do 4 nad ranem tylko siedziałam przed telewizorem i oglądałam, co się dzieje w Paryżu. A tymczasem.... tymczasem Grzegorz Bierecki (tak tak, ten sam od SKOK-u Wołomin) został Przewodniczącym Senackiej komisji Budżetowej (przeczytałam o tym  chwilą na pasku słuchając wiadomości TVN24) !!!!!!! Nie dość, że okradli zwykłych ludzi to teraz będą okradać cały kraj. To tak, jakby wilka mianować strażnikiem owczarni!!!!! W jakiś dziwny sposób po tych wyborach różne prestiżowe stanowiska partia, której nazwy nie lubię wymieniać, obsadzała i obsadza  ludźmi, którzy są, byli skazani, lub przeciwko którym toczy się postępowanie karne. Nie wiem dlaczego, ale ani przez chwilę nie czuję się bezpieczna w takim państwie. Poczucie bezpieczeństwa towarzyszyło mi przez ostatnie 8 lat ale teraz nie. A Wy czujecie się bezpieczni????? Gratulacje dla głosujących na PiS. Serdeczne. Dopiero teraz mamy szansę na to, żeby zostać zrujnowanym krajem !!!!!!! Zawsze mówiłam, że nazwa "Prawo i Sprawiedliwość" to chwyt marketingowy!

środa, 4 listopada 2015

Głos z Ameryki

     Ciągle wszyscy, no prawie wszyscy, bo raczej ci normalni,  tutaj w Polsce, narzekamy na naszą Polonię, głównie w Ameryce, że uwiedzeni przez PiS i opętani przez polskich księży, bo przecież kościół katolicki z polskimi księżmi, to dla nich ostoja polskości czyli taka mała ojczyzna, głosują podczas wyborów "mówiąc jednym głosem" z naszymi "moherowymi beretami". Uważamy, ze w ten sposób przechylają szalę zwycięstwa na zupełnie niewłaściwą stronę, bo przecież od lat nie mieszkają w Polsce, nie wiedzą co nas trapi i jakie są realia życia w tym kraju. 
    Przez ocean wszystko widać inaczej. Mieszkańcy "Jackowa" czy Greenpointu są do tego często niewykształceni, mają kompleksy bo przeważnie nie zrobili spektakularnej kariery zawodowej i życiowej, a do Polski często nie maja po co wracać bo rodzinie naopowiadali o swoich sukcesach co jest nieprawdą. Przed rodzinami w Polsce zgrywają "bogatych wujków" i "bogate ciocie" z Ameryki, chociaż często ich rodzinom w Polsce powodzi się znacznie lepiej.  I w Polsce i w Ameryce czy innych krajach już od dawna potrzebne jest przyzwoite wykształcenie, ale to ci ciemni, niewykształceni najbardziej rzucają się w oczy i najgłośniej, choć głupio krzyczą. Tak samo, jak nieodpowiedzialnie i głupio głosują nie zastanawiając się nad konsekwencjami swoich wyborów. Nie zastanawiają się, bo myślenie nie jest ich najmocniejszą stroną.
     Na szczęście wśród naszej Polonii jest też mnóstwo wykształconych, bardzo mądrych, rozsądnych osób, doskonale wszystko, mimo dzielącej nas odległości, widzą i zdają sobie znakomicie sprawę z tego, co dzieje się w Polsce. Zabierają również głos w polskich sprawach. Wypowiadają się w dyskusjach na forach internetowych. To jest jednak pocieszające, że myślą podobnie jak my, ci normalni, bo oni też są normalni. Jak dobrze, że można rozmawiając z innymi potwierdzić, że ze stanem naszego umysłu nie jest tak źle. 
     Nie będę podawać żadnych nazwisk moich dyskutantów na forach internetowych nawet, gdyby nie mieli nic przeciwko temu. Wystarczy jednak że my w Polsce jesteśmy narażeni na niewybredne inwektywy wypowiadając się na temat.... Pozwolę sobie jednaj przytoczyć wypowiedź jednego z naszych Rodaków. Takie wypowiedzi  naprawdę podnoszą mnie na duchu :)

     "Poddajemy się po przegranych wyborach samo pocieszaniu , w którego procesie doszukujemy się winnych porażki jak również możliwego wyjścia z sytuacji I tym samym ewentualnych scenariuszy przyszłości . Upłynął tydzień, a tu i między nami wilki i wilkołaki , bracia i siostry doli i niedoli i każdy coś. Tu powie , popsioczy . Jednemu lżej na duszy a drugiemu animusz siania fermentu się potęguje . W takim układzie niczego twórczego z nas tu się nie wyłoni . Pokonać musimy wprzódy nasza nadpobudliwość i nietolerancję . WSZAK wśród nas są i wierzący i niewierzący , żydzi i ewangelicy . Przeto Polacy my wszyscy i to być powinno najważniejsze i nas jednoczące . Jeśli tego nie uczynimy , wojny Polsko polskiej będziemy wespół inspiratorami , a tego chcą Ci, którzy radują się swoim zwycięstwem tak nieuczciwie odniesionym ! Piszę to niczym słowo na ten Nowy tydzień , co by nam wszystkim uświadomić , że nie wolno dać się nam sprowokować i wewnętrznie poróżnić. Nie wolno nam dzielić i segregować ludzi . Naszym naczelnym zadaniem jest PODNIEŚĆ miecz sprawiedliwej walki z niesprawiedliwością , nienawiścią, pychą i cynizmem, bo to rujnuje nas wszystkich i ojczyznę. Ojczyznę nas wszystkich - nieważne gdzie kto z nas na dany moment się znajduje . Kraj jest nad przepaścią i nasza wspólna rola i wola nie dopuścić do tego ! Pokonać nikczemników nawet ich własną bronią - a to będzie usprawiedliwionym przez potomnych ! Precz z PiS-em i jego czołowymi anty polakami , sprzedawczykami, wrogami sprawiedliwości lubiącymi bezprawie ! Roman S."


sobota, 24 października 2015

Wakacje ( Ścieżki, zapachy i smaki dzieciństwa 2 )

     Wakacje to najprzyjemniejszy czas w szkole, chociaż do szkoły też lubiłam chodzić. Jeszcze przyjemniej  było wyjeżdżać na wakacje nieco wcześniej (kiedy jeszcze do szkoły nie chodziłam) żeby uniknąć tłoku . Pociągów było dużo mniej niż teraz, kolej nie była zelektryfikowana a PKSy jeździły głównie między małymi miasteczkami i na wsiach. Przynajmniej wtedy, kiedy byłam mała. Wyjeżdżałam zawsze na dwa miesiące . Tak tak za tej obrzydliwej komuny, a nawet wcześnie bo to były powojenne "czasy stalinowskie" można było oszczędzając cały rok wybrać się rodzinnie na 2 miesiące wakacji. Pracowała wtedy tylko moja Mama, Dziadek, z zawodu muzyk wiolonczelista (grał jeszcze przed wojną w Filharmonii Warszawskiej i w orkiestrze Polskiego Radia) był już na emeryturze a Babcia nigdy zawodowo nie pracowała. 
      Jechałam więc pod koniec czerwca na wakacje z dziadkami, a w sierpniu przyjeżdżała mama, a dziadek wracał do Warszawy  pilnować mieszkania. W tamtych powojennych czasach mieszkań nie zostawiało się bez dozoru. Niestety nie mieliśmy  żadnych dziadków ani rodziny na wsi, więc trzeba było miejsce na wakacje wynajmować. Czasem wynajmowało się miejsce na wakacje listownie, czasem trzeba było pojechać osobiście. 
      Od roku 1950 spędzałam co roku 2 miesiące wakacji nad morzem, w Karwi. Wyjazd nad morze to byłą dosyć skomplikowana logistycznie operacja. Przede wszystkim na dwa tygodnie przed wakacjami wysyłało się pocztą, w ogromnych tekturowych pudłach nasze poduszki i kołdry do gospodarzy u których wynajęty był pokój.Był to okres powojennej biedy i nie można było liczyć na "miejscową" pościel. Nasi gospodarze, Kaszubi, zapewniali tylko, poza łóżkami, napchane świeżą słomą ogromne worki. Były to sienniki, zastępujące materace.  Pierwszej nocy spadało się z takiego bardzo wypchanego materaca aż się wygniotło w nim na środku "dziurę" na człowieka. Pamiętam jak ta słoma pięknie pachniała i jak szeleściła kiedy przekręcałam się z boku na bok. My do czasu wyjazdu spaliśmy jak się dało, na materacach z małymi poduszeczkami przykryci kocami. Całe szczęście że to było lato. 
     Oczywiście tłoki w pociągach były takie, że dostanie się do wagonu graniczyło z cudem. Pamiętam, że jadąc na wakacje jechaliśmy aż na Dworzec Zachodni bo to była stacja początkowa. Dziadek wskakiwał do nadjeżdżającego pociągu a kiedy pociąg wjechał na stację Mama podawała Dziadkowi przez okno wagonu mnie, psa i bagaże. Czasem przez okno wchodziła też moja Babcia bo przez dziki tłum szturmujący pociąg czasem inaczej nie można było wejść do wagonu.  Tak bardzo bałam się wtedy (do dziś to pamiętam) że Mama mnie już puści a Dziadek mnie nie będzie trzymał mocno i wpadnę między pociąg a peron wprost pod koła, że dotąd zawsze trochę boję się wsiadać do pociągu starego typu. Jechało się oczywiście pociągiem, strasznie powolnym, z twardymi, drewnianymi ławkami z listewek przypominających boazerię. Pociąg ciągnęła lokomotywa więc co jakiś czas dolewano do niej wody co powodowało przerwy w podróży. Po dojechaniu do jakiejś granicy między województwami , albo terenem między dyrekcjami PKP (tego dokładnie nie wiem) zmieniano lokomotywę. Dziadkowie siedzieli "półgębkiem" a ja na podłożonym kocyku z małą poduszeczką wyciągnięta za nimi spałam. Nasza suczka, Karusia, która przeżyła wojnę i Powstanie Warszawskie i tułaczkę powojenną spała sobie spokojnie pod ławką. Zawsze mieliśmy psa, czasem psa i kota, teraz mam kotkę. 
     Pociąg z Warszawy dojeżdżał do Gdyni. Tam była przesiadka do jeszcze starszego pociągu, chyba przedwojennego i tym pociągiem jechało się do Władysławowa. Kiedyś z Gdyni zamiast zwykłego pociągu podstawiono wagony towarowe ale nie wiem dlaczego. Pamiętam tylko jak jechaliśmy towarowym pociągiem do Władysławowa. Stamtąd do Karwi jechało się autobusem PKS, po brukowanej a częściowo bitej (czyli ubitej ziemnej drodze) szosie. Było pełno wertepów, okropnie trzęsło o śmierdziało spalinami a środków na chorobę lokomocyjną wtedy w Polsce nie było. Wobec tego autobus zatrzymywany rozpaczliwym krzykiem dziecka albo jego opiekunów musiał się co pewien czas zatrzymać żeby delikwent mógł wyjść na chwile na świeże powietrze. 
     Wreszcie PKS zatrzymywał się tuż przy wjeździe do Karwi, koło ogrodzonego drewnianym płotkiem krzyża zawsze obstawionego przez Kaszubki kwiatami i letnicy wysypywali się na pobocze. A tam sielanka. Po pierwsze samochody przejeżdżały tylko na jakiś czas, naprawdę rzadko. Raz na kilka dni albo raz na kilka tygodni. Szczególnie samochody prywatne bo poza jakimiś  ministrami czy innymi osobami na bardzo wysokim szczeblu ludzie prywatni nie posiadali samochodów. Taksówek też było niewiele i to raczej w dużych miastach. Dlatego może na wsiach i w małych miasteczkach w tamtych czasach na każdy jadący samochód mówiono :"taksówka". Tak było w latach pięćdziesiątych w Polsce. 
     Karwia przed wojną byłą znaną nadmorską miejscowością wczasową, gdzie wakacje spędzali głównie letnicy z Warszawy. Mama dostałą adres do Karwi od rodziców swojej szkolnej koleżanki, którzy bywali tam przed wojną.  Bywała w niej przed wojną także żydowska inteligencja. Pamiętam, że po wojnie w Karwi też bywało wiele bardzo znanych aktorów, muzyków, lekarzy, pisarzy. Nazwisk ich już nie pamiętam bo byłam wtedy małą, ale pamiętam Jana Brzechwę , Aleksandra Bardiniego, pierwszą żonę Pana Jeremiego Przybory i jej córkę (mówiono o nich Przyborzyna z córką).... Pani Przyborzyna miała charakterystyczne bardzo czarne farbowane włosy, spięte na karku w duży węzeł. 
     Nie wszystko z tych pierwszych wakacji pamiętam dokładnie bo miałam wtedy dwa lata, ale jeździłam później do Karwi co roku przez wiele lat. Dotąd pamiętam zapach Karwi kiedy wychodziło się z tego śmierdzącego spalinami autobusu PKS. Ryczenie krów w oborach , szum i zapach morza bo wystarczyło przejść przez wąski pas lasy i wydmy, żeby znaleźć się na plaży. Do Karwi przyjeżdżaliśmy  w tygodniu poprzedzającym Świętego Jana. Karwia była zbudowana na okręgu. W środku stały chałupy, wokół nich brukowana ulica i po drugiej stronie pas domów. Krowy wypasano "zbiorowo" na torfowych łąkach,  znajdujących się między Karwią a Karwińskimi Błotami. Na
Świętego Jana krowy wracały z pastwiska z małymi wiankami uplecionymi przeważnie z koniczyny, przybranymi wstążkami z krepiny. Całe stado było przepędzane kilka razy wokół wsi, a następnie krowy rozprowadzano do obór. Te krowy z wiankami i powiewającymi krepinowymi wstążkami wyglądały bardzo malowniczo. 
    Później, kiedy byłam starsza, ciągle plątałam się za moim o dziesięć lat starszym bratem ciotecznym, Krzyśkiem i jego kolegami (oboje byliśmy jedynakami a nasze mamy rodzonymi siostrami). Brat czasem zabierał mnie na ramę roweru  szalał ze mną po leśnych ścieżkach nadmorskiego lasu. Bardzo to lubiłam. 
     Dla dzisiejszej młodzieży, a nawet dla moich synów, którzy są już dorosłymi mężczyznami jest to nie do uwierzenia ale w tamtych czasach nie było żadnych dobrych czekolad, ciastek, paluszków, chipsów, napojów, lodów... Dżemy robiło się w domu, ciasta i ciasteczka też. Można było ewentualnie w budce spożywczej kupić marmoladę owocową, robioną prawdopodobnie z buraków cukrowych, słodzoną i farbowaną sokiem z buraków czerwonych.... Raz na jakiś czas przyjeżdżał do Karwi w sezonie wakacyjnym lodziarz z bańką taką, w jakich wożono mleko i sprzedawał lody nakładając je łyżką do zupy. 
     Nie wspomnę, że o czymś takim jak guma do żucia nawet mowy nie było.... Ale mój brat miał kolegów a jego koledzy mieli rodziny, które często po wojnie zostały na zachodzie z obawy przed represjami stalinowskimi, a rodziny przysyłały paczki. Zresztą wszystkie lepsze rzeczy i cukierki i czekolady i ubrania dostawało się w paczkach z zachodu, jeśli ktoś miał szczęście i kogoś kto mu paczki przysyłał. Tak więc koledzy mojego brata Krzyśka dostawali owocową gumę do żucia (cztery różnokolorowe "poduszeczki" w paczuszce. Miałam fory bo koledzy mojego brata mnie lubili. Taki kawałek gumy do żucia brał do buzi najpierw jej właściciel, na "trzy gryzy", potem ja, młodsza siostra a później wszyscy koledzy po kolei ilu ich tam w dany momencie razem było.... Jakoś nikt od tego nie umarł ani nawet nie zachorował!!!!!    
     Wtedy niedaleko, w Dębkach, na specjalnie wykopanym kanale porośniętym trzciną, stała łódź pościgowa WOPu a plaża wieczorem była bronowana, bo nasze władze miały świra na tym punkcie, że ktoś morzem będzie uciekał do Szwecji Wobec tego nawet zachód słońca trzeba było oglądać z wydm bo na plaże wejść po zabronowaniu już nie było można . Jednak mój ukochany dziadek (muzyk wiolonczelista) miał w nosie takie zakazy i zszedł na plażę obejrzeć zachodzące słońce. Pamiętam jak WOPiści biegali po całej wsi szukając tego, kto śmiał wejść na zabronowaną plażę..... Dziadek się nie przyznał. Było śmiesznie. Nooooo może dla mnie bardziej niż dla dorosłych. Oczywiście nauczona w domu "trzymałam język za zębami" i nie pytana nie odzywałam się... 
     Żołnierze WOP byli jednak bardzo pomocni i ściśle współpracowali z mieszkańcami wsi i letnikami.  Wodociągu nie było a woda w studniach nie nadawała się nawet do prania bo była bardzo żelazista , miała kolor brązowy i śmierdziała. Myślę, że miało to związek w torfowymi bagnistymi łąkami które były wokół całej Karwi.  Można było się w niej najwyżej myć, ale o piciu herbaty z tej wody czy ugotowaniu zupy nie było mowy. Woda morska też nie nadawała się do picia bo słona.  Do wsi przywożono do picia wodę  w bańkach ze źródełka z odległego lasu do którego trzeba było dojść przez łąki. Żołnierze jeździli po wodę do tego źródełka beczkowozem, zaprzężonym w konie w pewne określone dni. Wszyscy wiedzieli kiedy, zresztą było słychać jak wracają bo wieś była wybrukowana. Każdy wychodził z domu z wiadrem i paczka 10 sztuk popularnych wówczas papierosów "Sporty". Co chwila beczkowóz zatrzymywał się i nalewali do wiader źródlaną wodę. Paczka papierosów to jedno wiadro wody. Ciekawa jestem co dowozili do koszar....
     Mogłabym o wakacjach w Karwi chyba książkę napisać!  Może kiedyś....
    Dodam tylko jeszcze, że od Karwi pokochałam Aleksandra Bardiniego który bardzo jak się dziś mówi integrował kilkunastolatków organizując bale przebierańców (chodzili wtedy poprzebierani wokół wioski)....  Aleksander Bardini był wspaniały!!!!! Nie było przecież żadnych innych rozrywek podczas wakacji oprócz kąpieli w morzu, opalaniu się, chodzenia na grzyby, czytania książek. Telewizji jeszcze nie było, żadnego internetu, komputerów, tabletów . Acha przepraszam, zapomniałam, było jeszcze kino objazdowe (takie jak w polskim serialu "Dom").  Na najwyższym bo dwupiętrowym domu we wsi gdzie mieściła się poczta a obok był pusty plac rozwieszano na ścianie zamiast ekranu białą płachtę i puszczano wieczorem, jak się ściemniło filmy. W wiosze pod sklepem i w różnych widocznych miejscach rozklejano afisze z adnotacją : PRZYJŚĆ Z WŁASNYM SIEDZENIEM. Wobec tego wieczorem, po kolacji cała wioska, miejscowi i letnicy wędrowali z własnymi krzesłami i kocami (żeby się  nimi okryć gdyby było chłodno) . Czasem padał deszcz, ale kiedyś film był taki ciekawy że kończyliśmy go oglądać w strugach deszczu. Tak. Chodziłam na te seanse jako sześciolatka, bo to starsi decydowali co mogę oglądać, a czego nie. 
     Kilka lat temu zrobiłam sobie podróż sentymentalną do Karwi. Niestety to już nie jest ta sam Karwia , a właściwie ta sama ale nie taka sama Karwia. Smutno. Postęp i nowoczesność nie zawsze powodują zmiany na lepsze chociaż pewnie ludziom żyje się tam wygodniej...
    

     
     

wtorek, 20 października 2015

Debata, obietnice, lizusostwo

     Prawdę powiedziawszy jestem debatą wczorajszą rozczarowana. Zdecydowanie lepsza była Pani Premier Kopacz. Nie wiem czy bać się tej niebieskiej teczki ? Sądzę, że nic w niej nie było i dopiero teraz w pośpiechu ją uzupełniają. Projekty ustaw chowają skrzętnie tak, jak schowali projekt konstytucji i jak chowają Macierewicza i pozostałych, żeby nie wystraszyć wyborców. Jednak tym, co zobaczyłam dzisiaj rano w TVN 24 NA SERIO JESTEM PRZERAŻONA !!!!!!! Kroczący babochłop otoczony wydzierającą się tłuszczą !!!!!!! A to tylko Pani Szydło ze swoimi pisowskimi fanami!!!!!! Pozazdrościli krzyków fanom Legii czy co? Tamci krzyczą na stadionie, a jeżeli robią to poza stadionem, to interweniuje policja. Tymczasem ci wydzierali się w miejscu publicznym, jakim jest gmach TVP !!!!!! Że też nikt z ochroniarzy TVP ich nie uciszył naprawdę się dziwię !!!!!!! Chyba, że PiS w gmachu telewizji czuje się już jak u siebie w domu ! Biada nam wszystkim normalnym! Rozmowa poranna z rzeczniczką prasową PiS też była dziwna. Podobnie, jak Pani Szydło, omijała odpowiedź na proste pytania i kluczyła, jak lis z kradzioną kurą w pysku..... TO JEST CAŁY PiS WŁAŚNIE !!!!! 

       Obietnice, obietnice, obietnice..... Polska będzie, oczywiście pod warunkiem, że wybory wygra PiS, krainą mlekiem i miodem płynącą, wszyscy będą bogaci, syci, wszyscy będą mieli pracę zgodnie z wykształceniem i chęciami..... Przecież wiadomo, że w kraju, który ciągle musi coś komuś "wypłacać" czyli na przykład krociowe odszkodowanie odszkodowania bliższym i dalszym członkom rodzin osób, które zginęły w katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem,  także dla  rodzin innych ofiar wypadków samolotowych, które ostatnio dotykają Polaków...  Nie chodzi mi o to, że im tego zazdroszczę bo nic im nie zwróci bliskich, ale jednak pieniądze z budżetu państwa są na to wydawane. Tak samo jak na liczne pomniki papieża i pp. Kaczyńskich. Czy w kraju, który nie jest bogaty naprawdę nie można przeznaczyć środków na szpitale, żłobki, szkoły, opiekę medyczną tylko na pomniki??????? Więc skąd Rząd PO, oskarżany o wszystko możliwe przez przeciwników (nawet o mróz, suszę albo deszcz), MIAŁ BRAĆ PIENIĄDZE NA WSZYSTKIE ZACHCIANKI SPOŁECZEŃSTWA ?????  KAŻDY CHCE CZEGOŚ INNEGO I KAŻDY CIĄGNIE W SWOJĄ STRONĘ. JULIUSZ SŁOWACKI JUŻ OPISYWAŁ TO ROZRYWANIE SUKNA !!!!! Nie przeczę, że jest wielu bardzo mądrych i pracowitych Polaków tylko dlaczego często znakomicie pracują daleko od kraju a tutaj "nie chciało im się ?????? Że inne pieniądze? Może i inne ale tutaj też ktoś musi  pracować !!!!! Niestety wszyscy wyjechać nie mogą... A jak się znajduje ktoś z wykształceniem, umiejętnościami i doświadczeniem , kto nie ma zamiaru emigrować, chce żyć w Polsce i tu pracować to chcą go przyjąć najwyżej do rozdawania ulotek na ulicy bo "za stary"!

       Przypominają mi się "patiomkinowskie wsie". Młodzi nie wiedzą o czym piszę, jeśli nie wynieśli takiej wiedzy z domu. Otóż to było za carycy Katarzyny. W Rosji bieda z nędzą i głód, ale caryca chciała widzieć bogaty i szczęśliwy kraj. Objeżdżała więc Rosję, żeby na własne oczy zobaczyć jak jest. Przed nią, z odpowiednim wyprzedzeniem jeździł jej doradca, Patiomkin i na trasie przejazdu Katarzyny budowano piękne, drewniane chałupy sprowadzano grube baby, chłopów i dzieci, kąpali się, odziewano ich w czyste ubrania zamiast szmat w które byli odziani, dawano jedzenie.... (oczywiście na czas przejazdu carycy). Jeżdżąc po Rosji widziała piękne wsie, roześmiane dzieci, baby i chłopów i spała spokojnie wierząc w panujący dobrobyt. To były właśnie "patiomkinowskie wsie". Czy obietnice PiS i niebieska teczka niczego Wam nie przypominają?  

   Niektórzy dziennikarze i przedstawiciele innych zawodów są tak obrzydliwi aż się (przepraszam) rzygać chce!!!!!!!!! Na wszelki wypadek, jak PiS ewentualnie dojedzie do władzy (nie daj Boże!!!!!) tak im się podlizują że aż żal człowieka ściska!!!!!!!! Bardzo chciałabym doczekać czasu,  czy czasów,  kiedy PiS władzę straci, nawet jeśli po najbliższych wyborach ją zdobędzie , żeby zobaczyć, jak się rakiem wycofują..... Tyle tylko, że dla mnie tacy ludzie są na zawsze skreśleni !!!!!!!!

środa, 14 października 2015

Niszcząca nienawiść




      Zawsze stosowałam i stosuję prosty podział. Dzielę ludzi na dobrych i złych, mądrych i głupich. To, jakie ktoś zajmuje stanowisko, do jakiego  kościoła chodzi i w co wierzy, jakiej jest orientacji seksualnej zupełnie mnie nie obchodzi i nigdy nie obchodziło. Nic mi to nie przeszkadza jeśli ludzie są mili, kulturalni i przyjaźni. Sama  przyjaźnię się z kim chcę, kto na przyjaźń, moim zdaniem,  zasługuje.  Nie zmuszam też nikogo, żeby przyjaźnił się ze mną.

    Stanowczo jednak nie zgadzam się i protestuję, przeciwko sianiu nienawiści i skłócaniu Polaków z Polakami, co zaczęli robić Panowie Kaczyńscy i co kontynuuje Pan Jarosław Kaczyński oraz działacze PiS. Myślę, że wszyscy chcemy żyć spokojnie , bez nienawiści jedni do drugich, bez wojen na arenie politycznej, bez kłótni w rodzinach i wśród przyjaciół , które swoimi wypowiedziami wywołuje właśnie PiS. A jakież to prawo i jaka sprawiedliwość ?????

   Jestem naprawdę przerażona ile jadu i nienawiści sączy się z ust prezesa PiS. Jeszcze bardziej mnie przeraża, że podchwytuje to tak wiele osób w naszym społeczeństwie. Przecież byliśmy kiedyś krajem wielonarodowościowym i wielokulturowym. Każdy wnosił tu swoją religię, zwyczaje i obyczaje. To dodawało Polsce uroku, to stawiało Polskę w rzędzie narodów tolerancyjnych i przyzwoitych w stosunku do innych. Owszem, przeważają u nas katolicy, ale nikt nikogo nie skreślał i nie gnębił za chodzenie do zboru ewangelickiego, synagogi, cerkwi czy innego miejsca kultu religijnego ani za to, że ktoś był ateistą! Polska była w pewnym okresie jednym z nielicznych krajów w Europie, który pozwalał Żydom na osiedlanie się i zajmowanie się handlem, zakładanie warsztatów, czy budowę zakładów przemysłowych.

    Mamy w Polsce tyle opuszczonych domów na wsiach i w małych miasteczkach. Tyle nieużytków rolnych. Niech imigranci tam osiądą, niech zaczną siać, orać albo prowadzić jakieś niewielkie warsztaty. Są zawody które giną. Niech się czegoś nauczą. Można im zapewnić jakąś pomoc na początek, a dalej niech sobie radzą sami. Oczywiście należy ich delikatnie monitorować, ale jeżeli zechcą się tutaj przedostać ludzie, którzy będą się wysadzać to i tak się przedostaną. Trudno za idiotów karać przyzwoitych.

     To jest miłość chrześcijańska ??? Czy to jest posłuszeństwo wobec hierarchów kościoła, jeśli proszą o tolerancję? A kościoły katolickie w Polsce pękają w szwach. Wiara na pokaz??? A co taka wiara jest warta? Zupełnie nic, tak jak sumienie osób deklarujących się jako osoby wierzące i praktykujące ale nawołujące do nietolerancji i nienawiści !  Bardzo dziwne, że to znakomicie działa w drugą stronę: jeśli księża z ambony opluwają kogoś to parafianie wychodząc z kościoła też plują…. Ludzie! Opamiętajcie się! 
      A może niektórzy, którzy nigdy nie byli na poligonie, nie służyli w wojsku, nikczemnego wzrostu, nie posiadający   prawa jazdy ani nawet karty do bankomatu chcą koniecznie wywołać jakąkolwiek wojnę?  Będą siedzieli w ciepełku z kotem na kolanach, a innych na wojnę wyślą????? 
     Kto sieje wiatr ten zbiera burzę. Kto skłóca ludzi ten prędzej czy później wywoła wojnę albo przynajmniej powstanie czy rewolucję bo wytrzymałość ludzka też ma swoje granice !!!!!

     



niedziela, 11 października 2015

Uczucia religijne ... Więcej dystansu do samych siebie i tolerancji w stosunku do innych

     

Dyskutowałam (bezskutecznie) kiedyś z jedną z moich bardzo wierzących koleżanek w pracy na temat uczuć religijnych. Było to w momencie wystawiania słynnego przedstawienia "Golgota..." . Stwierdziła, że nie powinno się takich rzeczy wystawiać bo to obraża jej uczucia religijne. Zapytałam czy zna treść sztuki albo czy ją oglądała bo sam tytuł często nie świadczy o treści. Powiedziała, że nie, ale to obraża jej uczucia religijne.... Na moje argumenty, że po pierwsze wcale nie musi oglądać tego przedstawienia bo nikt jej nie związuje, nie knebluje i nie sadza w teatrze przywiązanej do fotela, a po drugie niech się nie wypowiada jak nie czytała i nie widziała już nie odpowiedziała..... Tak to jest z tymi uczuciami religijnymi i wolnością o którą tak walczymy... Co to za wolność jak nie można skrytykować tego czy tamtego albo wykpić.
     Jedni wierzą drudzy nie.... Niech jedni słuchają księży jeśli są katolikami, inni rabina jeśli wyznają judaizm, inni pastora czy księdza prawosławnego. Jeszcze inni nie chodzą do żadnej świątyni, są niewierzący albo swoją wiarę kryją głęboko w sercu, za to słuchają Dody, czy innych kontrowersyjnych wykonawców.  Nawet jeżeli nie słucham  Dody, zresztą jej nie znam, to nie muszę na nią  napadać z wysokości "najlepszej i jedynej właściwej religii " czyli katolicyzmu !
     Kiedy ukazała się u nas książka obnażająca islam to było w porządku bo to inna religia? Wszystkie religie wolno krytykować i wyśmiewać, oprócz katolickiej? A to dlaczego ?   
      Prawdę mówiąc nie  obchodzi mnie czy wierzą czy nie i do jakiego kościoła chodzą  lekarz, aptekarz, prokurator, sędzia czy adwokat? Tak samo, jak mnie nie obchodzi jaką mają orientację seksualną ! ONI MAJĄ DOBRZE WYKONYWAĆ SWOJĄ PRACĘ.
     Sama przyjaźnię się z osobami o innej orientacji seksualnej niż ja, nigdy z nimi o tym nie rozmawiam, ale wiem.... Nic mi to nie przeszkadza jeśli są mili, kulturalni i przyjaźni. Nie sprawia mi to absolutnie żadnej różnicy. Przeszkadza mi zawsze tylko chamstwo.
      Według prawa jestem katoliczką bo mnie jako niemowlaka ochrzczono w kościele katolickim. Taką decyzję podjęli moi rodzice a ja nie miałam na to żadnego wpływu. Uważam jednak, że jestem po prostu chrześcijanką. 
    Oprócz wyznawców islamu, tych walczących, niestety najbardziej nietolerancyjni dla innowierców są "głęboko wierzący i praktykujący" katolicy. Dla mnie raczej to dewoci z bardzo zawężonym spojrzeniem na świat i ludzi. W swoim zacietrzewieniu nie pamiętają nawet przykazań bo wszystkie przykazania i boskie i kościelne łamią. Więc jacy z nich katolicy, jacy chrześcijanie ? Szkoda było dla nich wody święconej.....