Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O życiu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O życiu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 lipca 2014

Baba poza nawiasem

     Czasem czuję się jak ta baba z czarnego dowcipu: dwóch facetów zbierających puszki weszło do śmietnika a tam baba leży . Jeden kazał jej ruszyć ręką lewą, prawą ręką, potem lewą nogą, prawą nogą i mówi: popatrz Marian jeszcze całkiem dobrą babę na śmietnik wyrzucili…..
         Kiedy przedłużono wiek emerytalny napisałam do Ministerstwa Pracy, że bardzo się cieszę, miałam wtedy 60 lat, ale proszę w takim razie o pracę. Niestety... minęło kilka lat ale próżna nadzieja  bo odpowiedzi dotąd nie otrzymałam. Jestem tłumaczem języków niszowych ( w skali od 1 do 10 znam ich ponad 5), z wysokimi kwalifikacjami (tłumacz konsekutywny, techniczny, kabinowy i do czasów Pana Ziobry przez 27 lat przysięgły). Języków obcych, tak jak jady na rowerze czy łyżwach się nie zapomina chyba, że odwiedzi nas znany niektórym profesor Altzheimer. 
     Finansowo jestem na granicy , chociaż nie powiem, na razie sypiam w mieszkaniu nie pod mostem, sprzedać jeśli nawet mam co to nie mam jak, dorobić do marnej emerytury ciężko a zarobić jeszcze ciężej. Wszystkim tym, którzy mają prace tylko się zdaje że praca leży niemal na ulicy tylko trzeba się po nią schylić.... Tym czasem wcale tak nie jest : albo za wysokie wykształcenie i boją się mnie chociaż wcale nie zamierzam w pracy się mądrzyć gdyby nawet kierownictwo było mniej wykształcone, albo nie takie wykształcenie albo zbyt niskie.... I bądź tu człowieku mądry ...
     To tak, jakbym nagle znalazła się na szczycie śmieciowej góry (baba wyrzucona na śmietnik) i całą swoją energię musiała teraz skupiać na tym, żeby nie wpaść w głąb tej góry tylko stale pozostawać na jej powierzchni bo jak się zagapię i ześlizgnę się w głąb to po mnie po prostu. Jest mi smutno, czuję się chwilami tragicznie, chociaż cały czas robię dobrą minę do złej gry. Liczni przyjaciele którym często pomagałam i których wspierałam teraz mają swoje sprawy i swoje życie, ja stałam się dla nich jedynie kamieniem milowym który leży gdzieś na poboczu....
      Towarzysko też raczej jestem wykluczona... nie robię już przyjęć i mnie nikt nie zaprasza. Ci, którzy do mnie przychodzili mają inne sprawy, innych znajomych, jeżdżą  na Wyspy Hulagula i potem na FB zamieszczają piękne kolorowe zdjęcia. Cieszy mnie, że są bogaci i szczęśliwi.
     Emeryci mają jednak w naszym kraju w ogóle "przechlapane". Nie chodzę do kina, teatru, filharmonii czy na koncerty jazzowe bo nie stać mnie ani na ulgowe bilety ani na wejściówki. Chodzę tylko tam, gdzie można wejść bezpłatnie. Mogę jedynie dorobić i dobrze, bo emerytura nie starcza niemal na nic! Już przestałam być  w tak zwanym "wieku produkcyjnym" chociaż to, co mam w głowie mogłoby  się jeszcze komuś na prawdę przydać ale nikt już tego nie potrzebuje. Wiele jest takich osób jak ja (niestety) a przecież to czyste marnotrawstwo! Nie martwcie się czasem "mam doła" . JUTRO ZNÓW BĘDĘ SIĘ UŚMIECHAĆ.

sobota, 12 lipca 2014

Nadruki okolicznościowe

     W świetle ostatnich wydarzeń wpadł mi do głowy pewien pomysł. Już od długiego czasu nosi się na całym świecie T-shirty z najrozmaitszymi napisami. Są to napisy okolicznościowe, logo różnych znanych mniej znanych na świecie firm, napisy żartobliwe choć nie zawsze dowcipne i różne inne, co komu do głowy przyjdzie.  Niestety T-shirty, czyli po prostu sportowe koszulki nosi prawie każdy  i wszędzie, ale niektórzy ich nigdy nie noszą bo na zajmowanych przez nich stanowiskach nie wypada. Noszą za to eleganckie drogie garnitury, chociaż zachowują się często delikatnie mówiąc bardzo nieelegancko. Dobrze jest jednak czasem wiedzieć z kim się ma do czynienia zanim ten ktoś się odezwie. 
     Proponuję więc, żeby panowie i panie na stanowiskach nosili krawaty, muchy czy apaszki ze stosownymi napisami, dzięki czemu potencjalny rozmówca czy petent mógłby się zawczasu zorientować z kim może mieć do czynienia. A więc : ZWYKŁY CHAM, JESTEM WARIATEM, DAMSKI BOKSER, DONOSICIEL,BRUTAL, WSPÓŁPRACUJĘ, RZUCAM MIĘSEM, MOGĘ DAĆ W PYSK, GRYZĘ, NIEWYPARZONA GĘBA, BURAK, UWAGA GRYZĘ, PO ALKOHOLU MOGĘ SIĘ WYGADAĆ; KTO DA WIĘCEJ, D...PEK, ZOŁZA, NIENAWIDZĘ CHŁOPÓW (BAB), WSZYSTKICH NIENAWIDZĘ, PODPISAŁEM (PODPISAŁAM) KLAUZULĘ SUMIENIA itp. itd. Całkowita dowolność.
     Wchodzi taki petent do gabinetu, czyta napis umieszczony na widocznym miejscu na odpowiedniej części odzieży (apaszka, krawat, mucha) i nie stresuje się, bo już wie jak ma rozmawiać.
     Uważam, że każdy kto wchodzi do polityki, albo na jakieś kierownicze stanowisko, tym bardziej wysokie, powinien być poddany dokładnym badaniom w renomowanej klinice psychiatrycznej przez zespół psychologów i seksuologów.
     Poza tym kaftany bezpieczeństwa powinny być na wyposażeniu wszystkich instytucji publicznych i należy je umieszczać w miejscu widocznym i ogólnie dostępnym, podobnie jak aparaty tlenowe.
   

poniedziałek, 7 lipca 2014

(NIE)TOLERANCJA

     Tak, tak NIETOLERANCJA !!!!! Z jednej strony większość z nas deklaruje się jako wierzący i praktykujący katolicy, z drugiej zaś strony,śmiem twierdzić, że niemal połowa z  tych osób to kłamcy, zwyczajni obłudnicy, ludzie bez odwagi cywilnej, którzy nie potrafią się przyznać, że żyją zupełnie niezgodnie z tym, co deklarują i że to nie ma kompletnie nic z przykazaniami a nawet zwykłą przyzwoitością wobec bliźnich. 
     Otacza mnie ogromna grupa osób, które zaczynają dzień powszedni od porannego słuchania radia maryja. w niedziele i święta oczywiście przykładnie biegną do kościoła W związku z tym spóźniają się do pracy lub wychodzą z niej wcześniej (zrzucając swoje obowiązki na  niecnych bezbożników którzy nie praktykują i słusznie bo bezbożników należy przykładnie karać). Oczywiście, chociaż staram się zupełnie nie dyskutować na tematy społeczno-polityczne bo to nie ma sensu: mnie nikt nie przekona, że czarne jest czarne a białe jest białe   tak jak ich,  że jest odwrotnie.  To jednak denerwuje mnie, że zdeklarowani katolicy tuż po wyjściu z mszy nienawidzą kogo się da, we wszystkim upatrują winę Żydów, komunistów, skośnookich (podobno ci okropnie szurają nogami) i zachowują się kompletnie nietolerancyjnie do wszystkich i do wszystkiego. Tolerować siebie natomiast nakazują. Przy czym znajomość historii powszechnej i historii kościoła woła o pomstę do nieba! Matka Boska a i owszem, była Żydówką, ale Jezus Żydem nie był (ciekawe, dziecko matki -Żydówki nie jest Żydem? Jak to jest możliwe? ) . Antysemityzm do n-tej potęgi. Zdziwiłam się kiedyś,  że ktoś  kto jest antysemitą chodzi do Kościoła Katolickiego  i modli się. Do Żydów?    Na co usłyszałam: tak byli  Żydami, ale to Ci, którzy uwierzyli w Boga a przecież, o ile mi wiadomo to Żydzi już od kilku tysięcy lat wierzą w Boga. Uwierzyli w niego na długo przed nami. Poza tym jak śmiemy być na tyle zarozumiali, żeby twierdzić, że to nasza wiara i nasz Katolicki Kościół są tymi właściwymi a inne nie? Kto nam dał takie prawo?
     Nie tolerujemy również "INNYCH", odmiennych od nas: obcokrajowców, inwalidów, osób innej orientacji seksualnej, ludzi chorych na padaczkę czy osób z zespołem Dawna. Sam Pan Korwin powiedział, (dotyczyło to paraolimpiad) ze sportowcy powinni być okazami zdrowia, piękni i nie powinni być zboczeńcami. Rozumiem, że to jest szkolenie dla społeczeństwa, jak należy postrzegać osoby ułomne w jakiś sposób...
     Ja, jeżeli już czegoś nie toleruję, to brudu , chamstwa i porażającej głupoty i dewocji bo ta prowadzi do nacjonalizmu, który nie ma nic wspólnego z patriotyzmem. Do czego prowadzi nacjonalizm chyba nie trzeba nikomu przypominać....
      

środa, 2 lipca 2014

JA SIĘ NIE ZGADZAM NA TAKĄ STAROŚĆ


              Zaledwie wczoraj miałam dwadzieścia lat a dziś… trzykrotnie więcej.  Starość bywa smutna i samotna a ja się na to nie zgadzam. Zawsze byłam pełna energii, gotowa do zabawy, roztańczona i roześmiana. Przyjmowałam chętnie u siebie przyjaciół i znajomych i bywałam często u nich. Im więcej miałam obowiązków tym lepiej planowałam swój czas i swoje zajęcia.  Jestem jedynaczką, ale zawsze ciągnęło mnie do ludzi których na ogół lubię. Nigdy nie bałam się innych ludzi. Kiedy w kraju, który kocham i  którego język znam doskonale wybuchła wojna, często nocowałam u siebie w domu uchodźców. Poznawałam ich podczas tłumaczenia (byłam przez prawie trzydzieści lat tłumaczem przysięgłym). Ludzie opuścili swoje domy tak jak stali, z jedną walizką lub bez. Miałam gdzie spać, miałam co jeść i miałam swoje ubrania a oni nie. Trzeba było pomóc. Już wcale nie z poczucia obowiązku katolika ale z ludzkiego punktu widzenia. Tak po prostu. Moi synowie (byłam po rozwodzie z ich ojcem) bez słowa sprzeciwu dzielili się nawet swoimi zabawkami. W repertorium wpisywałam „usługa bezpłatna”. Wprawdzie tłumaczenia przysięgłe są dużo gorzej opłacane niż tłumaczenia zwykłe choć język trzeba znać lepiej, to nie miałam sumienia żądać od tych ludzi pieniędzy. Przecież nie mieli nic. Któryś z kolegów czy koleżanek tłumaczy musiał gdzieś na mnie musieli donieść bo dostałam pismo że mam obowiązek pobierać za tłumaczenia opłaty i uiszczać od tego podatki… Zresztą często moi klienci mówili „bo pani tłumaczy najtaniej” a ja po prostu zawsze pobierałam wynagrodzenie zgodnie z cennikiem w ustawie o tłumaczach przysięgłych nie naciągając klientów na żadne wyższe stawki. Wykonywałam również tłumaczenia kabinowe i konsekutywne, zależnie od okoliczności i potrzeb. Zresztą w życiu podejmowałam się wszelkich możliwych, byle uczciwych. Nigdy nie zadzierałam nosa, chociaż znam swoją wartość. Musiałam przecież utrzymać nie tylko siebie ale dwóch synów. W okresie Pana Z sprawdzali tłumaczy. Przegapiłam termin. Opiekowałam się umierającą kuzynką. Odwoływałam się, żeby mnie wpisano na listę (miałam znakomite opinie, także z Sądu). Nic nie pomogło. Kazali zdawać egzamin na tłumacza przysięgłego (po 27 latach bycia tłumaczem). Obraziłam się. teraz taki egzamin kosztuje chyba 800 złotych. Nie stać mnie na to. Trudno! 
              Zawsze szłam prostą drogą. Znam siedem języków obcych ale mój czas chyba już minął bo teraz ludzie młodzi nie mają pracy a co dopiero ja. Tylko na zachodzie wykorzystuje się umiejętności i doświadczenie ludzi którzy trochę wcześniej się urodzili. U nas niestety nie. W Polsce patrzy się na Pesel. Urodziłeś się za wcześnie siedź cicho w lamusie i nie wychylaj się stamtąd bo ci utrzemy nosa. Możesz co najwyżej opiekować się staruszkami albo niemowlakami. Ewentualnie gotować komuś obiady. Bardzo chętnie. Uwielbiam piec, gotować i robić różne wymyślne dania czy przetwory kiedy mi taka melodia w duszy zagra. Tyle tylko, że mój mózg nie nadaje się jeszcze na śmietnik. To u nas rodzinne. Kobiety w mojej rodzinie po pierwsze do końca bywają pełnosprawne i umysłowo i fizycznie, po drugie nigdy nie wyglądają na swój wiek . Moja prawie dziewięćdziesięciodwuletnia mama jest też samodzielna, pełnosprawna, ma wiele do powiedzenia i nie wygląda na swój wiek. Tak mamy.
              Wydałam parę książek, kilka tłumaczonych, kilka własnych, coś czasem piszę „do szuflady”. Może kiedyś urodzą się moje wnuki i przeczytają bajki pisane przez babcię a jak dorosną jej poezje albo rodzinne wspomnienia. Ciągle jestem pełna życia i mam bardzo młode serce jak wtedy, kiedy miałam dwadzieścia lat. Nadal słucham bluesa, jazzu i tańczę rock and roll’a. Moja emerytura nie wystarcza prawie na nic ale jakoś daję sobie radę i jeszcze nie muszę chodzić do opieki społecznej. Czasem sprzedaję jakąś pamiątkę rodzinną.      
     Jako emerytka, mimo że emerytura jest prawe głodowa płacę, jak wszyscy  „podatek od wynagrodzenia”, a przecież te pieniądze były już raz opodatkowane (emerytura jest wynikiem lat pracy w których płaciliśmy podatek i to bardzo wysoki od swoich zarobków). W dodatku ktoś sieje ziarno nienawiści wpierając w młodych ludzi że oni utrzymują nas, emerytów, chociaż przez cała lata płaciliśmy aż 57% od swoich pensji (podatku i składek ZUS) tylko nasi drodzy poprzedni rządzący te pieniądze niegospodarnie przetracili nie wiadomo na co.  Mnóstwo moich znajomych, tak jaki ja, nie wiąże końca z końcem. Zniżki dla emerytów na przykład na pociągi to fikcja bo najpierw trzeba wykupić za 160 złotych roczna legitymację a potem już można kupować bilety ze zniżką niestety, jeżeli chcemy wyjechać gdzieś dalej,  tylko po Polsce chociaż jesteśmy w UE. Mam przecież jeszcze tyle planów i niezrealizowanych pomysłów!   
     Wiek emerytalny podniesiono. Napisałam nawet do Ministerstwa Pracy, że bardzo się cieszę i że w związku z tym proszę o zatrudnienie mnie gdziekolwiek ale nikt nawet nie pofatygowała się, żeby mnie odpowiedzieć. Odpowiedzieć cokolwiek.  Robię dobrą minę do złej gry, nadal się uśmiecham kiedy tylko mogę. Nie chodzę do kina, to teatru, na koncerty (chyba, że są za darmo) BO MNIE NA TO NIE STAĆ.  Nie kupuję sobie żadnych kosmetyków z tego samego powodu. Mam kosmetyki jak je dostanę w prezencie. Kupuję koniecznie mydło, pastę do zębów, płyny do prania i zmywania. 
     Mam pracę. Stoję po 9 godzin dziennie i pilnuję obrazów w salach muzealnych . Powinnam się cieszyć. Cieszę się ale…… ale czuję się jakbym spadła na śmietnik historii tylko staram się jeszcze żeby nie wpaść głębiej i pozostać na powierzchni. Dalej z determinacją i uporem maniaka szukam pracy. Dotąd zawsze mi się wydawało, że nie jestem głupia. Może jednak tak? A może to Altzheimer nie pozwala mi pogodzić się z rzeczywistością? SMUTNO....

Bolesław Prus o politykach

Coraz mniej dobrych subiektów (sprzedawców) i dobrych polityków
                                                               /Bolesław Prus "Lalka" : "pamiętnik Rzeckiego"/

poniedziałek, 30 czerwca 2014

W imię wiary ???

Na nabożną

Jeśli nie grzeszysz jako mi powiadasz,
czego się miła tak często spowiadasz?
                                       Jan Kochanowski /1530-1584/

Dewotka

Dewotce służebnica w czymciś przewiniła
Właśnie natenczas, kiedy pacierze kończyła.
Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny,
Mówiąc właśnie te słowa: "... i odpuść nam winy,
Jako my odpuszczamy" - biła bez litości.
Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności.
                                       Biskup Ignacy Krasicki /1735-1801/ 

      Ignacy Krasicki, choć sam był biskupem, napisał jeszcze inny utwór krytykujący kler: poemat heroikomiczny "Monachomachia czyli Wojna mnichów". Utwór biskupa Ignacego Krasickiego jest ostrą satyrą na walkę między dwoma męskimi zakonami:karmelitów i dominikanów. 

       Sama pochodzę z katolickiej rodziny, jestem ochrzczona i bierzmowana ale..... właściwie podkreślam to, że jestem chrześcijanką bo wcale nie jestem dumna ze swoich współwyznawców a nawet wstyd mi się do nich przyznawać. Oczywiście nie chcę uogólniać i nie mam zamiaru nikogo obrażać ale kiedy obserwuję zachowanie wielu tak zwanych bogobojnych katolików to.... Mam do czynienia z wieloma paniami, które zaczynają poranek od wysłuchiwania audycji w Radiu Maryja i mszy w kościele, po czym pojawiają się plując nienawiścią do starych, młodych, Żydów, komunistów, socjalistów, rasy żółtej, rasy czarnej i wszelkich innych "innych". A gdzie miłość, dobroć i pokora którymi to cechami z założenia powinni się odznaczać katolicy? 
      Niedawno widziałam zdjęcie pań "protestujących" przed jednym z teatrów gdzie odbywało się zamknięte przedstawienie słynnej ostatnio sztuki "Golgota" . Trzymały ręce w górze pokazując "V", wrzeszczały, miały wykrzywione ze złości twarze (nawet nie wiem, czy można powiedzieć "twarze"), jedna z nich byłą ubrana w czerwoną pelerynę z naszytym orłem w koronie, w dłoniach różańce. Przecież to obraza kościoła, prawdziwie wierzących (na przykład mojej 92-letniej Mamy która jest oburzona takimi akcjami). JEŻELI TA SZTUKA OBRAŻA CZYJEŚ UCZUCIA RELIGIJNE TO PRZECIEŻ MA WYBÓR: NIE MUSI JEJ OGLĄDAĆ I TYLE!!!!!! Ja na przykład nie oglądam misteriów Męki Pańskiej bo mi się niedobrze robi na widok krwi ale jeśli ktoś to lubi oglądać to proszę bardzo. A MOŻE TWÓRCY PRZEDSTAWIENIA PŁACĄ IM ZA REKLAMĘ???????
     Czy znów wracamy do nawracania na katolicyzm ogniem i mieczem? Te same "panie" biegają po cmentarzach bucząc i gwiżdżąc i miesiączkują każdego 10-go dnia miesiąca pod Pałacem Prezydenckim utrudniając wszystkim życie bo w to są zaangażowane służby porządkowe i służby oczyszczania miasta a autobusy w tym czasie mają zmienioną trasę.... Była kiedyś krucjata dziecięca. Może teraz zrobić krucjatę tych pań i wysłać je do krajów arabskich? Niech tam nawracają na katolicyzm a my wszyscy będziemy mieć odrobinę spokoju!   
     Sama jestem emerytką i jestem zmuszona do dodatkowego zarobkowania bo nie udaje mi się przeżyć z mojej emerytury po 30 latach pracy i opłacania ZUS. Zastanawiam się jak bogate muszą być  ci ogarnięci histerycznym religijnym amokiem emeryci jeżeli mają czas i zdrowie na te różne "akcje". Naprawdę im zazdroszczę bo gdybym miała więcej pieniędzy to czas spędzała bym na wykładach Uniwersytetu Trzeciego Wieku, w parku albo w lesie.
      Bardzo proszę na siłę mnie nie nawracać i nie zmuszać do uczestniczenia w różnych wystąpieniach z moimi "współwyznawcami" bo właśnie dlatego, że się tak zachowują od dłuższego czasu nie chodzę do kościoła. 
     W Polsce są Kalwini, Luteranie, Ewangelicy, Protestanci, Baptyści, Mormoni, Mariawici, Żydzi, Muzułmanie, Zielonoświątkowcy, Buddyści, Świadkowie Jehowy, Unici i pewnie jeszcze inne, nieznane mi Kościoły ale jakoś żaden z tych kościołów nie wychodzi na ulice czy na cmentarze podczas pogrzebów i nie robi zadymy.
     Ciekawa jestem co się stanie jeżeli wyznawcy nowego kościoła (Latającego Makaronu) wyjdą na ulice i zaczną tym makaronem obrzucać przechodniów? Może wreszcie niektórzy się opamiętają!



niedziela, 22 czerwca 2014

Życie jest utkane z niespodziewanych spotkań, jak siatka na ryby

     Wszystkim zawsze powtarzam, szczególnie przyjaciołom którzy mają kłopoty, że WSZYSTKO W ŻYCIU JEST "PO COŚ" . W momencie kiedy się coś dzieje jesteśmy czasem przerażeni, zrozpaczeni a czasem tylko zdziwieni, ale dopiero za jakiś czas okazuje się, jakie znaczenie miało dla naszych dalszych losów to, co się zdarzyło. Tak dzieje się też w moim życiu. Od zawsze. Spotykam różnych ciekawych ludzi a dzięki nim poznaję innych ciekawych ludzi. Jestem niestety jedynaczką, ale lubię ludzi "jako takich" no chyba.... że ktoś okazuje się przy dłuższym poznaniu szują...... ale tym razem przytrafiło mi się naprawdę coś przemiłego i poznałam bardzo sympatycznych dziennikarzy z polskiego Radia Dla Ciebie. 
      Jak zwykle, nie potrafię się powstrzymać od rozmów w pracy ze zwiedzającymi i jeśli się do mnie odzywają to z nimi rozmawiam. Tak było i tym razem. Miły, młody człowiek (widać, że z "kindersztubą - sama mam synów w podobnym wieku i wiem, jak się zachowuje porządnie wychowany facet) z dwiema bardzo ładnymi i grzecznymi dziewczynkami (grzeczne dzieci to ostatnio rzadkość) usiedli przed jednym z obrazów w pobliżu mojego muzealnego stanowiska pracy a ja.... wtrąciłam się i skomentowałam to, co przedstawiał obraz. Tym miłym młodym człowiekiem okazał się Pan Redaktor Rafał Betlejewski z Radia Dla Ciebie, przy ulicy Myśliwieckiej. Pan Redaktor zajmuje się ostatnio problemem życia osób na emeryturze. Moja najbliższa rodzina jeszcze przed wojną byłą związana z polskim Radiem. Mój Dziadek, muzyk (wiolonczelista) grał w orkiestrze radiowej, w radiu pracowała też moja ciotka (siostra Mamy), jej późniejszy mąż, speaker, Zbigniew Świętochowski (przed wojną, w czasie Powstania i po wojnie) oraz mój brat cioteczny Krzysztof Świętochowski. Ja sama, jako dziewczynka,  brałam udział w audycjach radiowych "Uczymy się recytować" prowadzonych przez Profesora Kazimierza Rudzkiego. Ale.... to było...XXX lat temu więc teraz miałam okrrrrrrrrrrrrrrrrrropną tremę . trema to siostra moja rodzona mimo, że jestem od lat tłumaczem (także kabinowym) ale przed mikrofonem drętwieję. Poszłam do Radia ze swoim "Bodygardem" - moim starszym synem. Jakoś poszło.... Efekty można zobaczyć (usłyszeć) na blogu pokolenie1600.blogspot.com (post. p.t. Pani z Muzeum Narodowego)

sobota, 21 czerwca 2014

Wychowanie czy zwykły chów ?

      Nie chcę nikogo obrazić tytułem tego postu ale ciągle sama sobie stawiam to pytanie obserwując większość młodzieży i dzieci. A stanowisko do obserwacji mam bardzo dobre. Obserwuję to z poziomu sal wystawowych jednego z dużych muzeów i poważnie się obawiam, że chyba mam jednak rację. Każdy czas ma swoje złe i dobre strony. Od nas samych zależy co przeważy, choć nie zawsze. 
     Pochodzę z rodziny inteligenckiej, jestem produktem powojennym więc sami rozumiecie, że    w domu się nie przelewało. Moja rodzina mieszkała od pokoleń w Warszawie, tu miała mieszkania, wszyscy szczęśliwie ocaleli, ale ledwo uszli z życiem więc o jakichkolwiek zasobach, biżuterii czy innych pamiątkach rodzinnych można było zapomnieć bo wszystko spłonęło podczas Powstania. po wojnie życie zaczynało się od jednego garnka, kilku talerzy i sztućców. Zabawki miałam, ale kilka. Kochałam je, ale jak teraz na nie spojrzę (dwa swoje ukochane misie mam do dziś) to żal mi serce ściska. Twarde, wypchane trocinami , w kolorze szaro-burym.... Klocki drewniane. Owszem, ekologiczne ale nie tak kolorowe jak teraz. A jednak miałam miłość mojej rodziny i prawdziwe zainteresowanie z ich strony. Moi najbliżsi, z którymi mieszkałam  to Mama. Babcia i Dziadek Rozmowy, wyjaśnienia, tłumaczenie różnych zjawisk przyrodniczych, chodzenie w czasie wakacji po łąkach torfowych żeby zebrać jak najwięcej roślin do zielnika (eksponaty opisywałam po polsku i po łacinie korzystając z "Klucza roślin"). Przed Bożym Narodzeniem wszyscy siadaliśmy wieczorami wokół stołu (był okrągły) Babcia, Mama i Ja robiłyśmy zabawki na choinkę a dziadek w tym czasie czytał nam książki. W domu było radio ale o telewizji nikt wtedy nawet nie marzył, zresztą wiele lat później dopiero zaczęto nadawać program telewizyjny. 
      Swoich synów, dziś już dorosłych i samodzielnych, wychowywałam podobnie. Miałam z nimi ciche porozumienie że czasem (zdarzało się to sporadycznie) jeżeli nie chcą iść do szkoły to usprawiedliwię ich nieobecność pod warunkiem, że będzie ona uzgodniona ze mną a za wagary będzie "szlaban" więc ... nie było wagarów. Nie było też wystawania pod śmietnikiem, choć była zabawa w podchody na terenach wokół bloków z zaprzyjaźnionymi dziećmi. Każdy znajomy moich synów miał prawo przyjść do nas do domu. Długo nie mieliśmy komputera bo zwyczajnie nie było nas stać na taki zakup za to kupowaliśmy książki, chodziliśmy na wystawy , spacery, rozmawialiśmy ze sobą o wszystkim. Klocki lego i resoraki mieli, oczywiście tak jak pluszaki, chociaż wiele miękkich zabawek szyłam im sama. Zasad dobrego wychowania uczyłam ich w praktyce  podczas przyjęć rodzinnych . Każdego z nich, kiedy byli już prawie dorośli zabrałam po kolei , jako osobę towarzyszącą, na przyjęcie w ambasadzie kraju, którego język znam (jestem tłumaczem) żeby zobaczyli jak tam należy się zachować. Przykłady mieli różne bo jeden pan upychał sobie po kieszeniach w garniturze drobne przekąski i czekoladki. Ale to też miało swój "smrodek dydaktyczny". No i nigdy nie mówili do mnie ani do moich znajomych po imieniu.... Za to zawsze mieliśmy ze sobą znakomity kontakt i mamy go nadal. 
     Teraz dzieci i młodzież mają piękne ubrania, kolorowe i modne, najróżniejsze gadżety, mnóstwo pyszności do jedzenia o których ja mogłam sobie tylko marzyć czytając o nich w ilustrowanych pismach, jeśli ktoś jakieś przywiózł z podróży na zachód....super bluzy, buty i wszystko, co można nabyć za pieniądze, ale... Ale nie są (z małymi wyjątkami) wychowywani tylko hodowani. Dostają na wszystko pieniądze, dostają mnóstwo rzeczy, ale nie potrafią powiedzieć dzień dobry wchodząc do sklepu czy tym bardziej do muzeum. Nie potrafią powiedzieć "dziękuję" dostając cokolwiek czy wychodząc ze sklepu na przykład. Owszem widuję w autobusach, metrze, na ulicy i w muzeum dzieci wychowane a nie tylko hodowane i to jest pocieszające chociaż szkoda, że jest ich tak mało....Wszyscy są zapracowani ale naprawdę nie wystarczy dawać dzieciom jedynie jedzenia (paszy), ubrań i zabawek. Trzeba im dawać coś więcej :siebie. Najlepsza niania, prywatne przedszkole czy szkoła nie zastąpi rodziców. Trzeba mieć czas    na dzieci i dla dzieci jeżeli chce się je mieć. Wiem, że akcja "Cała Polska czyta dzieciom" jest dobra ale trochę mnie ten slogan śmieszy bo każdy kto swoje dzieci wychowuje wie, że trzeba im czytać. 
     Przykład z ostatniej chwili: tata w metrze z małym chłopcem, który mógł mieć najwyżej trzy lata. Zwalnia się miejsce więc siadają. tata podaje synkowi komórkę a sam bierze drugą. Każdy z nich gra w jakąś grę. A gdzie rozmowa?

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Przekreślić, jak to łatwo powiedzieć...

     Nie wiem co mnie nakłoniło ostatnio do refleksji nad tym co minęło. Podsumowanie jakiegoś okresu mojego życia? Możliwe... Wiem, najmilej wspomina się czasy dzieciństwa i młodości bo wtedy wszystko było przed a teraz więcej jest po i nie można już niestety powtórzyć tego co było przed... 
     Tak się złożyło, że w mojej rodzinie i bliższej i dalszej nie było nikogo w żadnej partii, nie było też, na szczęście nikogo represjonowanego, chociaż wiele osób brało udział w organizacjach podziemnych i walkach wyzwoleńczych w różnych okresach historycznych.Losy wojenne były udziałem wszystkich więc także moich najbliższych : Powstanie, obozy, przymusowe roboty , chociaż te najcięższe  osobiste doświadczenia szczęśliwie omijały moją rodzinę więc może "dobrze mi mówić"... Jestem jednak stanowczo przeciwna takiemu szufladkowaniu wszystkiego i przekreślaniu tego wszystkiego co było po wojnie. To nawet w pewien sposób mnie obraża, mnie osobiście bo moja inteligencka rodzina po prostu pracowała, mój ojciec nawet na dyrektorskich stanowiskach (przed wojną skończył Politechnikę Warszawską i był po prostu fachowcem w swojej dziedzinie) i wcale nikt nie był w partii ani w "służbach". Uwarunkowania były jakie były, znam osoby które były w partii ale były nadzwyczaj przyzwoite, pomagały ludziom, nie pchały się na eksponowane stanowiska. Przekreślanie wszystkiego co było obraża mnie osobiście bo to znaczy że całe moje powojenne pokolenie ktoś chce wyrzucić na śmietnik historii. Tymczasem my uczyliśmy się, studiowaliśmy, mieliśmy różne marzenia i plany, jedne udało się spełnić innych nie.... Teraz jesteśmy przymusowo wyrzuceni na margines, chociaż wcale nam się to nie podoba ! Jeżeli ktoś ma olej w głowie to ma go przez całe życie bo olej nie wysycha :) 
     Oczywiście szare i często ponure czasy naszej młodości różnią się od tych obecnych, różnokolorowych , ale to tylko pozory.... tak, jest z pozoru radośniej ale to czasem śmiech przez łzy. Za moich czasów nie trzeba się było znieczulać alkoholem i narkotykami żeby się dobrze bawić. Kabarety były były naprawdę śmieszniejsze, choć trzeba było wysilić umysł, żeby zrozumieć dowcip, często ukryty przed cenzurą . Cenzura puszczała przedstawienie a sala pokładała się ze śmiechu. I nie były to wcale dowcipy polegające na kopniakach czy obrzucaniu się przekleństwami.... To wcale nie wydaje mi się śmieszne a raczej żenujące, że kiedyś dobrzy kabareciarze teraz zniżają się często do poziomu zapitego towarzystwa spod śmietnika. I jak tu się dziwić że schamieliśmy?
      Tak, jestem szczęśliwa że nie muszę się prosić o paszport, mogę jechać kiedy i dokąd chcę tylko że....nie chodzę nawet do kina, filharmonii czy teatru bo mnie nie stać na bilety czy choćby wejściówki. Uczestniczę w koncertach, a jakże ale... ulicznych i wszelkich innych gdzie  tam nie trzeba płacić za bilety i czuję się z tym podle. Nie jeżdżę więc nigdzie choć teoretycznie mogłabym, ale nie miałam nawet od lat żadnych wakacji a w za tej paskudnej komuny jednak każdego roku miałam urlop, wyjeżdżałam z domu a moje dzieci spędzały nad morzem lub w górach i ferie i wakacje. I ja i wielu moich przyjaciół uczyliśmy się i studiowaliśmy za darmo, chyba, że ktoś był kompletnym głąbem i nie chciał za żadne skarby się uczyć. Teraz za studia trzeba płacić i nie każdy może studiować choćby bardzo chciał. Teraz przyjaźnie są pozorne, można powiedzieć tak krótkie jak życie motyla, ludzie zaprzyjaźniają się i bywają u tych u kogo wypada się pokazać i z kim wypada się przyjaźnić. Nie mogą liczyć na dyskrecję i pomoc "przyjaciół" w każdej potrzebie. Nasze przyjaźnie były wielo, wieloletnie i na śmierć i życie. Teraz, jak ktoś zostaje nie z własnego wyboru sam, zostaje opuszczony i naprawdę sam. WIĘC NIE NIE MOŻNA NAS, "POWOJENNYCH" OBRAŻAĆ I ODSĄDZAĆ NAS OD CZCI I WIARY. DALEJ JESTEŚMY, MYŚLIMY, CZUJEMY I POTRAFIMY WIELE RZECZY KTÓRYCH WY NIE POTRAFICIE!!!!! Zgadzam się, że było wiele draństwa i różne szuje ale zapewniam, że większość ludzi byłą normalna i przyzwoita.

czwartek, 8 maja 2014

Kilka słów na początek

Myślę, że urodziłam się z ADHD tylko nie znano tej „jednostki chorobowej. Mówiono o mnie wiercipięta, żywe dziecko, które nie potrafi spokojnie usiedzieć na jednym miejscu. Rzeczywiście, nigdy nie byłam typem nienagannie zachowującej się dziewczynki, siedzącej w bezruchu z zasznurowaną buzią. Było mnie wszędzie pełno, często miałam obtarte kolana i łokcie, zawsze miałam coś do powiedzenia na każdy temat. Mam, jak mawia moja mama „dobrze zawieszony język”. Nie odpowiadam komuś jeśli po prostu nie chcę, ale jeżeli już komuś odpowiadam, to moja odpowiedź bywa przeważnie  celnie wymierzona.  
Czasem czuję się jak porcelanowy piesek z utrąconym uchem: nikt go nie chce, tkwi gdzieś głęboko w lamusie razem z innymi, niepotrzebnymi i dawno zapomnianymi przedmiotami. Tylko przypadek może sprawić, że kiedyś, podczas generalnych porządków ktoś pieska znajdzie, odkurzy i postawi na widoku, jako okaz kiczowatej sztuki jarmarcznej. Na co komu taki piesek z utrąconym uchem? Już dawno nikt nie produkuje się takich piesków ale przecież zawsze można go oddać na loterię fantową z okazji albo ku czci. Żeby żaden los nie był pusty bo przecież „każdy los wygrywa”. Jak to się mogło stać, że stałam się takim nikomu niepotrzebnym porcelanowym pieskiem? Sama nie wiem. Nie mogę też sobie przypomnieć kiedy się to stało. Zupełnie przegapiłam ten moment.
Dlaczego się tak czuję? Nie ma dziś prawdziwych przyjaźni, a jeżeli to bardzo rzadko, nie ma też  bezinteresownej pomocy, żarty są coraz boleśniejsze. „Coś się spsiuło” jak mawiał jeden z moich synów, kiedy zepsuł jakąś zabawkę. Tyle tylko, że życie i ludzkie uczucia wcale nie są zabawkami i nie wolno z nimi igrać.   
Poważnie się obawiam, że się starzeję bo nie mogę przejść do porządku nad niektórymi sprawami, denerwuje mnie zachowanie ludzi, ich chamstwo i znieczulica. Tyle na początek (do przemyślenia)